| Jesteś tutaj: Strona główna / Z życia ROZWIJALNI / Nasze Camino de Santiago UWAGA - wybierz odpowiedni szablon w sekcji 'Styl' dla dodanego artykułuNASZE CAMINO DE SANTIAGO - relacja ze zmagań ducha z ciałem na ścieżkach słonecznej HiszpaniiW czwartek 24 czerwca 2010 r. od 18.00 do 20.30 była okazja do wysłuchania - ilustrowanej pięknymi zdjęciami - relacji z niezwykłej wyprawy, którą odbyły: Barbara Wójcik, Ewa Gamero i Maika Kosińska.
Trzy kobiety w wieku balzakowskim, prawie każda z jakąś dolegliwością narządu ruchu wyruszyły do Hiszpanii w lipcu, tj. w jednym z najcieplejszych miesięcy w roku, by odbyć swoją pierwszą pieszą pielgrzymkę. Droga prowadziła z Jaca do Santiago de Compostela i liczyła
Do Santiago de Compostela wiedzie najstarszy szlak, którym od średniowiecza podążali pątnicy do grobu apostoła Jakuba. Prowadzi przez różne regiony Hiszpanii, znacznie różniące się pod względem krajobrazowym, narodowościowym i nie tylko.
Ruszyły spod granicy francusko-hiszpańskiej w Aragonii, gdzie długo towarzyszył im widok Pirenejów w śnieżnych czapkach. Tam trafiły do niezwykłego alberge w malowniczym Ares.
W Kraju Basków spotykały ostre separatystyczne napisy, a podczas spożywania menu del peregrinos piły jedno z najlepszych win na trasie.
Potem czekał je długi, męczący odcinek przez Kastylię i Leon, z wieloma niespodziankami. Na przemian zachwycały się tęczami, najpiękniejszymi jakie kiedykolwiek widziały i brodziły w sandałach pośród zwałów lodowatych gradowych kulek. Po drodze napotkały dwa krany: z jednego płynęła woda, z drugiego wino.
I wreszcie tajemnicza, zamglona Galicja, ze swymi kamiennymi wioskami, z przedziwnymi, prastarymi w formie horreo. Przechodziły przez ciemne, milczące, dębowe lasy. Z garbatych drzew skapywała woda; kudłate dęby, pamiętające może druidów - swych kapłanów, zanurzone po pas we mgle stawały się baśniowymi straszydłami, niechętnie wpuszczającymi na swój teren obcych. Na ścieżkach w parowach panował chłód i wieczny wilgotny cień, nawet wtedy gdy słońce prażyło mocno.
W końcu ogromna radość, gdy na horyzoncie ujrzały miasto Santiago - cel wędrówki. I mistyczne chwile w katedrze, wśród tłumu - podobnie jak one znużonych - pielgrzymów ze wszystkich stron świata.
Wspominają: Były po drodze dnie kryzysowe, długie godziny zwątpienia i chwile radosne, gdy pokonało się ciężki odcinek trasy, albo gdy trud owocował zachwycającym widokiem, było radosne zaskoczanie, gdy miasto przenosiło nas na chwilę w średniowieczną rzeczywistość. Było zabłądzenie i powrót na właściwą drogę, i intencje, które się niosło od początku, i niewygody, które doskwierały, ale nie zniechęcały, i spotkania z ludźmi nieznanymi a dziwnie bliskimi. Zobaczyłyśmy wielkie hiszpańskie katedry, których gotyk uchodzi za najpiękniejszy w świecie: w Burgos, w Leon, w Astordze. Napotykane na całej trasie, zagubione gdzieś pośród wzniesień samotne eremy, niektóre pamiętające templariuszy, wprawiały w zdziwienie i zadumę. Na koniec dotarłyśmy na Kraniec Ziemi (Fisterra) i Przylądek Śmierci (Costa del Morte). A potem... trzeba było już pakować manatki.
Jakie wracały do domów? Czy "umarł stary człowiek"? Co w nich pozostało z tej wędrówki? Odpowiedzi na te pytania pozostaną własnością autorek i gremium, które z wielkim zainteresowaniem wysłuchało ich opowieści.
(na podstawie tekstu Maiki Kosińskiej)
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||